wtorek, 7 lutego 2017

Uwaga bubel! Garnier Essentials Hydration- krem nawilżający 24h z ochronnym ekstraktem z róży

Hej Misie :)

Dzisiaj przychodzę do Was z notką, otwierającą nowy miesiąc. W tym szczególnym momencie u wielu blogerek i youtuberek pojawiają się publikacje z projektem denko lub ulubieńcami poprzedniego miesiąca. Myślałam nad tym, czy nie wprowadzić w życie owego blogerskiego standardu, jednak postanowiłam w tym miesiącu jeszcze odpuścić. Wszystko dlatego, że na mojej drodze stanął pierwszy od bardzo dawna- bubel. Dlaczego? Przeczytajcie sami :)


Odkąd skończył się mój ulubiony, lekki krem do twarzy z firmy Bio IQ (a właściwie nie skończył, tylko podarowałam go babci, bo cierpiała na niedobór kremów), przez jakiś czas próbowałam nawilżania twarzy olejami. Nie sprawiało mi to jednak przyjemności. Wiecie- długi czas wchłaniania, świecenie się itp. postanowiłam poszukać przyjemnego zamiennika. W biedronce natrafiłam na kremy Garniera. Pomyślałam- W sumie dobrze, ich produkty miałam i lubiłam. Ten kosztował 8.99, więc pomyślałam: Co mi tam- spróbuję.

Tak oto w moje ręce trafił Garnier Essentials Hydration- Krem nawilżający 24h z ochronnym ekstraktem z róży. Nazwa koszmarnie długa, wiem :) Było tam jeszcze kilka wariantów, jednak mnie zależało właśnie na nawilżeniu i delikatnej ochronie. 


Zamknięty w różowo-biały słoiczek krem pachniał całkiem przyjemnie. Zdziwił mnie jednak brak zabezpieczającego sreberka. Choć kartonik w chwili zakupu był zafoliowany, brakowało mi tego elementu. Po powrocie do domu natychmiast wzięłam się za testowanie kremu- w końcu moja skóra potrzebuje nawilżenia, a że był już wieczór i nigdzie się nie wybierałam... :) Oczyściłam twarz, zrobiłam peeling itp i przystąpiłam do nakładania produktu. 

Zaczęły pojawiać się pierwsze problemy- Krem był dość tłusty. Zdecydowanie nie przepadam za taką konsystencją czegoś, co ma wylądować na mojej twarzy, ale czego się nie robi dla dobra skóry. Po chwili zaczął mnie szczypać w twarz, podrażniając ją i powodując zaczerwienienie. Musiałam czym prędzej go z siebie zmyć. Pomimo dość szybkiego i obfitego opłukania twarzy wodą, cięzko było pozbyć się z niej tłustego filmu


Nie mam pojęcia, co wywołało u mnie taką reakcję. Niby był testowany dermatologicznie, a producent zapewnia, że jest idealny dla skóry takiej jak moja. Sprawdziłam także opinie testujących osób na wizażu, etc- większość była zadowolona.. 
Łapcie skład- może Wy rozwikłacie zagadkę :)

Aqua / Water, Glycerin, Paraffinum Liquidum / Mineral Oil, Cyclohexasiloxane, Butyrospermum Parkii Butter / Shea Butter, Glyceryl Stearate SE, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Stearyl Alcohol, Allantoin, Aluminum Starch Octenylsuccinate, BHT, Carbomer, Chlorphenesin, Citronellol, Disodium EDTA, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Ethylparaben, Methylparaben, Rosa Centifolia Water / Rosa Centifiolia Flower Water, Sodium Hydroxide, Stearic Acid, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Parfum / Fragrance


Nie miałam pojęcia, że mogę tak bardzo zaryzykować, kupując zwykły krem do twarzy. Na pewno nigdy do niego nie wrócę- nie chcę wystawiać swojej twarzy po raz kolejny na taką próbę. Ów krem, podobnie jak jego poprzednika- przekazałam babci, która jest z niego ewidentnie zadowolona i mówi, że jej ani troszkę nie szczypie. Czyżby to ze mną było coś nie tak?

Na jakie buble Wy trafiłyście ostatnio? A może Wasza opinia na temat tego kremu jest zupełnie inna? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję Ci za przeczytanie posta ;)

Podziel się ze mną swoją opinią i zostaw komentarz- każdy z nich napawa mnie chęcią do pisania jeszcze więcej! ;) Dziękuję Ci za wywołanie uśmiechu :)